poniedziałek, 26 września 2011

Les premiers jours d'automne

Jesień smakuje najpiękniej. Szyby zimne od wieczorów, jesień mruga do nas jak rudy paw. Poczynając od rozrysowywania partytury na opadłych liściach, cykl wspomnień zatacza krąg. Tonie niepomna bańka mydlana myśli rozpustnych. Jesień to ta nienasycona, herbata za herbatą, swetrów trzy, zielone rajstopy i rudy płacz duchów, które wylazły i grają nam uczuciami rozpaczliwymi, zaplątanymi w struny gitary. Muzyką szeptu wkradają się cicho we włosy, przenikają każdą komórkę skóry, by rozpłynąć się bezszelestnie w aorcie. Jesienią się odradzam, ściągam z barków obawy rosnące na kruchej skale. Z czułością dotykam nowe doświadczenia, dobre i złe, a najważniejsze chowam głęboko do rękawa. Jesienią nie potrzeba najwięcej, jesień sama sobą przynosi ulgę. Jesienią potwór w środku mnie śpi.

samsung, rzeszów, październik 2010

sobota, 17 września 2011

Jestem wytworem własnej imaginacji. Myślę i nie mam nic ponadto. Tego świata nienawidzę. Każdego dnia bardziej i bardziej. Widzę, jak szwankuje. Widzę, jak w tym szwanku pogrążam się i ja. Wymiotuję własnymi obawami i rozpaczami znanymi od lat. Babram się we wspomnieniach, ryją w mej pamięci schrony, żeby nie poginęły, za cegły mając pogardę do własnego Ja. Nie istnieję. Konstruktywnie zanurzam się w jakiejś kurwa czarnej dziurze. Z jednego tylko jestem dumna i jedna tylko rzecz daje mi satysfakcję. Reszta to iluzja. Przemijające dobre zła, złe dobra i nie mam już sił. Gram swoje życie, obsadzam role i pysznię się rozrywką. Zapomniałam najważniejszego, pogrążam się w autodestrukcji i karmię własną psychozę i nikt mi tego nie wyperswaduje, bo ja czuję, że coś we mnie gnije. Zwymiotuję siebie, jutro.

środa, 7 września 2011

One we dwie

tylko tyle mi trzeba. 
canon powershot sx110 is, rzeszów, czerwiec 2011
wspólnego milczenia, 
łokcia przy łokciu,
złapanych razem podmuchów
ciepłego jeszcze wiatru.

wspólnego Chopina,
oko w oko i łaskocze włos w nos.
herbat, litrów, kubków, no sugar,
"dzień dobry, poproszę szota"
i idę do domu.

Johnny'ego do orzygania
razy trzy pod rząd
i każda z nas jest inna.

tylko tyle mi trzeba.
złapania za nogi i z powrotem na ziemię
i do rozsądku z rozsądku.