niedziela, 19 grudnia 2010

Dni niebywałe bywają rzadko dość

Bywają dni, kiedy gorzka czekolada smakuje idealnie słodko. Gdy żadna sprawa nie stanowi problemu. Gdy muzyka gra w tonacji dur. Bywają dni, w których pędzący czas zbliża nas do szczęśliwego zdarzenia. Gdy uśmiech przykleja się do naszej twarzy powodując bolesny ścisk mięśni okrężnych ust. Gdy stąpamy po ziemi z prawdziwą gracją, niczym różowa pantera. Bywają dni, kiedy nie potrzebna jest herbata. Gdy nie potrzeba nam książki. Gdy nie potrzeba nam snu. Bywają dni, gdy wszystko jest wprost idealnie, niezaprzeczalnie, absolutnie na odwrót.

czwartek, 9 grudnia 2010

Sprawdzian dosyć nietypowy

Drżące dźwięki wbijają się w moją głowę, kartki szeleszczą, obserwuje mnie prekursorka tajemnych sztuk mediacji. Świat jest dziwny, a życie trudne. Czasami pozbawione sensu, czasami zbyt wiele jest w nim prostoty, lecz na ogół to po prostu jedna wielka układanka uczuć. Skazani jesteśmy na bezmyślność wynikającą z głupoty i niedoskonałości umysłów. Słowa się plączą, uczucia błądzą i nie znajdują ujścia. Kochamy, nie wiedząc, co to znaczy. Z definicji potrafimy określić każdy gest, który jest tylko pustą reakcją na otaczający nas chaos. Myślimy, myślimy, myśląc nie jesteśmy świadomi tego, co wokół nas. Wydaje nam się, że jesteśmy szczęśliwi, choć siedzi w nas ból, pokazujemy, jacy z nas nieszczęśnicy, choć nasza dusza pragnie śpiewać. Piszemy, gramy, mówimy, wielbimy, podziwiamy, gardzimy. To wszystko jest bezsensowne, to pułapka rzeczywistości. Nieświadomość to najgorsza kara, która spotyka nas każdego dnia. Świadomość i wiedza – oto błogosławieństwo. Spojrzenie – oddaje wszystko. Mówi wszystko. Nic nie jest tak czyste i prawdziwe jak spojrzenie. Spojrzenie, spojrzenie, spojrzenie niewidzącymi oczyma umysłu prostaka. Radość, ból, zaskoczenie, bezsens, bezsens przypadkowych słów. Mówimy o czymś, nie mając zielonego pojęcia, czym to się je. Wąchamy. Kwiaty mają piękny zapach. Sukces śmierdzi. Krew, pot i łzy. Sukces polega na spoceniu się jak świnia. A inni podziwiają nas za ten smród. ,,Boże, jakie to cudowne!”. Czym jest cud? Nierealnością. Niewidzialną materią, wolną od grozy, lub grozą przesiąknięty na wskroś.

piątek, 26 listopada 2010

Allegro maestoso

Muzyka była przepiękna. Napawałam uszy każdą nutą, intonując dźwięki, które wywoływały u mnie dreszczyk podniecenia. Zamknęłam oczy, pozwalając porwać się muzyce. Przez chwilę władała mną brutalność, targały silne emocje wyrażane mocnym forte. Moje palce układały się na klawiaturze w mollowe akordy, od których drżały drewniane schodki prowadzące na scenę. I nagle, towarzysząc subito piano, owiał mnie mroźny powiew, a całą sylwetkę fortepianu okrążyła czarna postać w poszarpanych łachmanach. Nie dotykając ziemi, przyfrunęła obok mnie, siedzącej przy instrumencie na środku sceny, po czym poszybowała w kierunku widowni i usiadła w centrum piątego rzędu. Przerażona, przestałam grać, wpatrując się tylko w mroczne widmo. Była to postać młodej kobiety. Fałdy czarnej, postrzępionej sukni rozpościerały się po krwistoczerwonych fotelach, a kościste palce powleczone przezroczystą skórą spoczywały na podołku postaci. Każdy jeden, potargany, mysiego koloru włos sterczał w inną stronę, a cała fryzura częściowo zakrywała twarz. Wyłupiaste, przekrwione oczy łypały na mnie błękitno-szarymi tęczówkami, jakby przeszywając mnie na wylot. Ostre rysy twarzy podkreślał lekko spiczasty podbródek. Patrząc w tą kredowobiałą twarz zadawałam sobie pytanie, czego ona ode mnie chce. Czy już przyszedł na mnie czas? ,,Graj!”, odezwała się nagle, wydobywając z siebie gardłowy charkot, który wwiercił się w moją głowę, paraliżując myśli i ciało. Z jej popękanych ust poleciała krew, wolno spływając cieniutką strużką. Podniosłam ręce i przytuliłam dłonie do klawiatury, bratając się z fortepianem, jak gdyby to miał być nasz ostatni raz. Dźwięk wypełnił całą salę filharmonii, przykrywając mój strach kołderką otuchy. Nie spiesząc się, zagrałam kadencję kończącą utwór. Gdy ten dobiegł końca, postanowiłam odezwać się do groteskowego słuchacza. Odwróciłam głowę w stronę widowni i udało mi się ujrzeć jeszcze rozpływającą się w powietrzu srebrną mgiełkę, którą zostawiła po sobie Śmierć odchodząc niepostrzeżenie.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Złośliwe kreatury ponurych egzystencji

Jesteśmy zamknięci we własnych słowach. Stajemy się tym, czym chcą być nasze myśli, tworząc złośliwe kreatury ponurych egzystencji. Słodka ironia wydobywa się z naszych ust jak para - wciąż, szybko i niepostrzeżenie. Gorzkie prawdy wypowiadane przez nas, przeciwko nam. I brakuje nam już sił na poznawanie samych siebie, bo tak bardzo pochłania nas korekcja, retusz i kreacja. Bieg teraźniejszego czasu już dawno wyprzedził korowody snów. Męczy mnie ten chaos.

sobota, 16 października 2010

Recital czułości

Rubinowe obicia słów odbijają się niemym echem po kątach mojej głowy. Nagrania obrazów tworzą wideo snów, w których bolesny dotyk Twoich rąk tworzy burzę z dźwięków, współbrzmień i tonacji. Posiadam boską moc teleportacji w czasoprzestrzeni, tylko na ten moment. Nikt i nic nie odbierze mi błogich chwili nieistnienia. Ciężko mi. Nie umiem wyjść z niebieskiej sali z przyćmionym blaskiem i błyskiem Twoich oczu. Wyciągam rękę i próbując dotknąć Twojej twarzy nie napotykam nic. Istniejesz tylko dla fortepianu, wstrząsany dreszczem chopinowskich emocji. Słowa nie mają znaczenia. Żyję swoim światem, ponadczasowo przemieszczając się po informacjach i wplatając je w swoje wyobrażenia. Duchem jestem w Warszawie zbratana z tamtejszym nabrzmiałym od emocji powietrzem. Boli mnie umysł, a ciało nie reaguje. Tyle nas łączy...

poniedziałek, 27 września 2010

Sí se puede

W końcu. Niecierpliwie oczekiwana, kochana, deszczowa, ponura jesień wkroczyła do miast. ,,Rdzawych liści czas. Kaloszy, peleryn i mgły". Pora przesiadywania w fotelu z litrowym kubkiem ciepłej herbaty, z książką w dłoni i kocem na ramionach. W pomarańczowej poświacie słabej żarówki, z głową pełną snów i światów pełnej garści. I znów mogę być kim chcę. Sí se puede.

środa, 22 września 2010

Rozmieniam się na drobne.

poniedziałek, 13 września 2010

Wycieczka z niewesołego miasteczka

Uciekam od siebie. Nie wiem co mam czuć, jak reagować, ani w jaki sposób kontrolować siebie. Wymykam się sobie spod kontroli, jednocześnie zdając sobie sprawę z własnej bezsilności. Momentami oddałabym wiele, by nie czuć nic. Zatracam się w pustce ulegając autodestrukcji, mając w zasięgu ręki przycisk reset, który oddala się gdy tylko o krok się do niego zbliżę. Prawdopodobnie za dużo palę. Prawdopodobnie brakuje mi po prostu Jego bliskości. Prawdopodobnie mój mózg to jeden wielki szajs. Chcę tylko kiedyś być czyjaś, nie bezpańska aż tak.

środa, 1 września 2010

Rocznica patetycznie nieprzemilczana

Noc ciemna, niebo czarne jak smoła; gwizdek, baczność! i strzał. I znów poganiają je jak stado bezwładnych krów, na apel idą już teraz zupełnie swobodnie. Już nie ma lęku, takiego, jak dawniej. Stanęły sobie w rzędach równych, po pięć. Przed nimi esesman o oczach dziecka czekającego na prezenty wigilijne, doktorek Mengele i tłusty alfons, istny brat diabła, sługa jego z łaski. Zaczął odliczać. Prawo, lewo, prawo, lewo. Pan Hitlerzwei z szyderczym uśmiechem prowadzi pozostałe do komory. Farciary już nie patrzą, starają się nie istnieć w tym momencie, nie słyszeć, nie widzieć, nie czuć. Zebrali się esesmani, z uśmieszkami niewolników, których przegniłe oczy zwrócone są w stronę krematoriów. I już. Napatrzcie się na ten biały dym palonych kości rozpływający się na czarnym niebie, z którego nawet gwiazdy uciekły, by nie czuć swądu palonych ciał, i widok ten zapamiętajcie do końca swych dni! Niech hitlerowskie żądze władzy przesłonione psychiczną ambicją do bycia bogiem kiedyś wam się przypomną i spotka was kara boska, amen.

- 1 września, rocznica wybuchu II wojny światowej -

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Oko w oko

Boimy się wynurzeń oko w oko. Wszystkie swoje problemy chowamy w rękawie żalu i z uśmiechem na ustach zaczynamy kolejny błahy temat, pozwalając, by złe emocje gromadziły się w nas i czekały na eksplozję kumulacji. Nie chcemy - czego? Odrzucenia, wykorzystania naszych problemów przeciwko nam, wyśmiania, niezrozumienia? Już sama nie wiem co robić. Pozostaje mi tylko czekać do września aż zdarzy się cud.