sobota, 22 grudnia 2012

popiel-grafit-asfalt

Włosy pachną zimą, wiatrem, popielatą tapicerką popielatowego wozu. Jestem jakaś inna, kiedy idę wzdłuż Chopina i prowadzę w myślach te niekończące się rozmowy, dialogi wypełnione czymś na kształt prób udowadniania sobie, że jestem taka sama. Mam w głowie jakieś stare obrazy, zamierzchłe czasy, uśmiecham się do nich z sentymentem i chyba półświadomie chcę strasznie, żeby coś z tego wróciło. Można to porównać do uczucia, jakie towarzyszy podczas siedzenia w ulubionej kawiarni nad kubkiem wyśmienitej herbaty w zacisznym kątku, ze świadomością, że na zewnątrz szaleje śnieżyca. Rozpierają mnie te sentymenty, a te idiotyczne święta sprawiają, że wszystkim chciałabym zrobić prezent. Nie żywię urazy do samej siebie.

czwartek, 13 grudnia 2012

śnieg pod stopami przy każdym kroku mruczy jak kot
a ja zagłębiam się w czeluści akordów prometejskich
knując z sensem czy bez sensu
i czekam aż te barki takie ciężkie opadną
w końcu przy końcu wstępu
czy też może na początku epilogu tego zdarzenia.
ja nie wiem po prostu jak gram.
siadam tylko i czarno na białym płyną ze mnie historie.