Czwartek 6 rano.
Czajnik gwiżdże, nie wstaję.
Dualizm chorobotwórczy ścisnął moje trzewia, patrzę przed
siebie, ściskam zimny kubek pusty po herbacie na herbatę.
Społeczność pijanistów rozdelektowanych dźwiękiem przerosła
skalę miana publicznego, a więc mowa o środowisku vip vipa pocałuje w dupę.
Jestem Prezesową.
Prezes śpi, skulony, na odległość głaszczę go czule i rzucam
szczyptę szczypiorku na twaróg na świeży chleb
poranny. Byłam w piekarni.
Nic ciekawego, ot kwaskowaty zapach chrupiącej skórki.
Czasami brakuje
I ten papieros zwisa z ust,
nie śmierdzący, nie kopcący, nie zapalony w ogóle żadnym
sensem dymienia.
Ja – pijanistka – niecny mam plan
do fortepianu wleźć przez otwartą klapę i brzdękiem uprosić
młoteczki o wbicie oleju do głowy. Tej bez wiedzy a z wyobrażeniem
o spokoju.
Prezes mruknął przez sen, zakradam się, wtulam zimne stopy
moje ciepłe plecy jego kłuje zarost. Słońce się wdziera powoli, więc wtulam się
i tulę póki nie rozlegnie się ciche pikpikpik. Fortepian mruczy i łasi się i
czekają drabiny na analizę. Czajnik gwiżdże, wstaję. Zalewam herbatę.
![]() |
| foto: http://fucckitup.tumblr.com/post/1129134841 |

