ostatni łyk kawy zawsze zostaje zapomniany
chłodzi się na dnie kubka jak zmiętoszona pościel rano gdy ciało wstaje zaspane
stygnie jak namiętność, gdy powiesz, że nie przyjdziesz
rozmijam się w potrzebach z własnym sumieniem
tłamsząc wszystkie za i przeciw jak bilet w dłoni w upalny dzień
moje miasto mnie nie mieści tak jak i moja głowa, gdy nie wiem czego chcę
dzisiaj tylko wtopić się w całość
jutro tylko bezpiecznej kolei
i dopić tę kawę, co studzi się zbyt szybko przy dźwiękach fortepianu
wtorek, 24 kwietnia 2012
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
don't 2lo(ve)
Boję się codziennie wstać rano i wkroczyć w ten tłum ludzi krzyczących, pędzących, bez tchu. Nie mam tam nikogo, z kim nieme rozmowy o dniach wolnych by przyszło prowadzić. Więcej, wymagają ode mnie pełnej stabilizacji w społeczeństwie, a przecież nie jest to łatwe, gdy tak ciężko otworzyć do kogoś gębę. Mówię do siebie, z godziny na godzinę prowadzę monologi wewnętrzne tworząc pewnie eposy powrotu z wojny dnia wcześniejszego. Nikt o to nie dba, a przecież są z tego same problemy. A mnie się marzy, że choć raz idę tam z prawdziwym zniecierpliwieniem. Mój dom jest oazą spokoju moralnego. Bunkrem raczej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)