niedziela, 4 maja 2014

untitled journey

nigdy nie udało mi się znaleźć czterolistnej koniczyny. czasami myślę sobie, że po prostu szczęście nie jest dla mnie. czasami bywa lepiej.
13 km do Katowic. nie mam siły. tak bardzo się poddaję.
jest 20:53. marzę o tym, żeby wejść już do domu, odpalić papierosa (ostatniego wypaliłam w południe) i móc się wreszcie rozpłakać.
nie mogę już dłużej słuchać tej płyty, a jednak jest to jedyna odpowiednia płyta. poza tym, trzeba jakoś zagłuszyć tych obcych ludzi siedzących wokół mnie.
chciałabym do ciebie napisać, no ale co mam napisać. że tęsknię za twoim głosem i że po nocach nie śpię i że wciąż jest źle?