Poruszyć kwestii odpowiedzialności własnej za uczucia nie wolno. Serce mi zabrania (podłe, ach podłe!). O rozum nie pytajcie, toż to zwykła papka, zepsuta kaszanka. Zbyt wiele rzeczy chciałabym nazwać, ale nie umiem, okraszę je więc milczeniem. Czkawką mi się kiedyś wymskną, przypadkiem zupełnym.
Nie wiem czego chcę, stabilności chyba, choć to nie jest pewne. Z bezsensem się ostatnio zaprzyjaźniłam, też ciekawa rzecz. Polecam, idiotyzm jest w modzie.
czwartek, 31 marca 2011
poniedziałek, 28 marca 2011
Szeptem zniekształcony ciszy krajobraz
Sensu nie było, nigdy.
To szeptem zniekształcony ciszy krajobraz i tylko mi się wydawało.
Istota się ukruszyła i znikła pod kredensem, rozum wykipiał z garnka rzekomo z mlekiem, choć to przecież był mój SOS. A krzyczeć nie umiem.
Nie będę już szukać Ciebie w Tobie.
To szeptem zniekształcony ciszy krajobraz i tylko mi się wydawało.
Istota się ukruszyła i znikła pod kredensem, rozum wykipiał z garnka rzekomo z mlekiem, choć to przecież był mój SOS. A krzyczeć nie umiem.
Nie będę już szukać Ciebie w Tobie.
niedziela, 20 marca 2011
Upodlenie Euzebiusza
Lało jak z cebra. Deszcz siąpił z nieba, które raz po raz przecinała słaba błyskawica. W oddali słychać było pomruki burzy, raz po raz przenikające przez falę szumu. Papieros w ogóle nie chciał się palić. Nerwowo próbowałem się zaciągać, zły, bezsilny, zdesperowany. Nie pozostała na mnie sucha nitka, a mimo to stałem wciąż i wciąż wmurowany w chodnik opustoszałego miasta. Już nic nie miało znaczenia.
- Euzebiuszu! - usłyszałem cichy głos wołający mnie nieopodal. Obróciłem się w jedną stronę, potem w drugą, jeszcze raz i jeszcze jeden. Wokoło nie było żywej duszy.
- Co to za ceregiele... - mruknąłem i wyciągnąłem kolejnego papierosa. Jaskrawy płomień przeciął powietrze, rozżarzył końcówkę, po czym znikł. Papieros zgasł.
- Do diabła! - krzyknąłem i w złości wyrzuciłem niedopałek do kałuży. Trochę zbyt zamaszyście usiadłem na krawężniku i obiłem sobie pośladki. Po chwili z mroku wyłoniły się dwa reflektory, a chwilę później olbrzymia fala deszczówki przeniknęła przez moją postać. Nie drgnąłem. Spoglądałem na ścianę deszczu i mgłę przenikającą przez mrok. Byłem ciekaw, czy piękna pogoda, słowiki i jaśniejące promienie słońca byłyby w stanie choć trochę wpłynąć na moje samopoczucie. Odpowiedź przyszła, nim zdążyłem dokończyć w myślach pytanie. Upodliłem się jeszcze bardziej.
Proszę się nie łudzić. Euzebiusz nie jest przystojnym dżentelmenem, to tylko moja druga świadomość, rozdwojona jaźń.
- Euzebiuszu! - usłyszałem cichy głos wołający mnie nieopodal. Obróciłem się w jedną stronę, potem w drugą, jeszcze raz i jeszcze jeden. Wokoło nie było żywej duszy.
- Co to za ceregiele... - mruknąłem i wyciągnąłem kolejnego papierosa. Jaskrawy płomień przeciął powietrze, rozżarzył końcówkę, po czym znikł. Papieros zgasł.
- Do diabła! - krzyknąłem i w złości wyrzuciłem niedopałek do kałuży. Trochę zbyt zamaszyście usiadłem na krawężniku i obiłem sobie pośladki. Po chwili z mroku wyłoniły się dwa reflektory, a chwilę później olbrzymia fala deszczówki przeniknęła przez moją postać. Nie drgnąłem. Spoglądałem na ścianę deszczu i mgłę przenikającą przez mrok. Byłem ciekaw, czy piękna pogoda, słowiki i jaśniejące promienie słońca byłyby w stanie choć trochę wpłynąć na moje samopoczucie. Odpowiedź przyszła, nim zdążyłem dokończyć w myślach pytanie. Upodliłem się jeszcze bardziej.
Proszę się nie łudzić. Euzebiusz nie jest przystojnym dżentelmenem, to tylko moja druga świadomość, rozdwojona jaźń.
czwartek, 17 marca 2011
Rozmowa herbaciana
Powietrze powierzę niebieskim ptakom, niech polecą, zabiorą, wrócą i oddadzą. Dziękuję. Nie, nie trzeba dziękować. Rozmowa zakwitnie herbacianą z róż, do kawy ciasteczko. Motylem bądź, a ja będę polnym kwiatem. Zwiabię Cię, lecz nie zatrzymam, jak zechcesz, to wrócisz.
Nie trzeba się bać, bagatelizować nie należy. To tylko kwestia wyboru.
Nie trzeba się bać, bagatelizować nie należy. To tylko kwestia wyboru.
Subskrybuj:
Posty (Atom)