sobota, 22 grudnia 2012

popiel-grafit-asfalt

Włosy pachną zimą, wiatrem, popielatą tapicerką popielatowego wozu. Jestem jakaś inna, kiedy idę wzdłuż Chopina i prowadzę w myślach te niekończące się rozmowy, dialogi wypełnione czymś na kształt prób udowadniania sobie, że jestem taka sama. Mam w głowie jakieś stare obrazy, zamierzchłe czasy, uśmiecham się do nich z sentymentem i chyba półświadomie chcę strasznie, żeby coś z tego wróciło. Można to porównać do uczucia, jakie towarzyszy podczas siedzenia w ulubionej kawiarni nad kubkiem wyśmienitej herbaty w zacisznym kątku, ze świadomością, że na zewnątrz szaleje śnieżyca. Rozpierają mnie te sentymenty, a te idiotyczne święta sprawiają, że wszystkim chciałabym zrobić prezent. Nie żywię urazy do samej siebie.

czwartek, 13 grudnia 2012

śnieg pod stopami przy każdym kroku mruczy jak kot
a ja zagłębiam się w czeluści akordów prometejskich
knując z sensem czy bez sensu
i czekam aż te barki takie ciężkie opadną
w końcu przy końcu wstępu
czy też może na początku epilogu tego zdarzenia.
ja nie wiem po prostu jak gram.
siadam tylko i czarno na białym płyną ze mnie historie.


środa, 28 listopada 2012

pj jp

testy kat.B
bojęsiębojęsiębojęsię

piątek, 23 listopada 2012

Whitman

Nic naprawdę nie ginie ani się nie gubi,
Urodzenie, tożsamość, rzeczy tego świata 
Ani życie, ni siła, ani nic, co widzisz... 
Ciało stare, zimne, przywiędłe - popioły 
niegdysiejszych płomieni... 
ponownie ogniem się rozżarzy... 

Walt Whitman “Continuities”

czwartek, 8 listopada 2012

drive

KOCHAM JEŹDZIĆ SAMOCHODEM

kadr z filmu Drive (2011)

sobota, 27 października 2012

Granica

Canon PowerShot SX110 IS, rzeszów, sierpień 2011

"Umiera się w byle jakim miejscu życia. I dzieje człowieka zawarte między urodzeniem jego a śmiercią wyglądają niekiedy jak nonsens. Któż bowiem jest w możności o każdej chwili przemijającej pamiętać, by mogła ona być na wszelki wypadek jego gestem ostatnim? Śmierć nieraz chwyta człowieka in flagranti, zanim zdążył przedsięwziąć jakiekolwiek środki ostrożności. Najbardziej logiczny plan życia, najściślej wyprowadzona formuła jego wartości rozpada się nagle, gdy ujawniona zostanie ostatnia niewiadoma."

~Zofia.N

środa, 17 października 2012

w.s.pokój samobójcy

zenith 12xp, fujifilm, rzeszów, wrzesień 2011
Wisława.S
Pokój samobójcy

Myślicie pewnie, że pokój był pusty.
A tam trzy krzesła z mocnym oparciem.
Tam lampa dobra przeciw ciemności.
Biurko, na biurku portfel, gazety.
Budda niefrasobliwy, Jezus frasobliwy.
Siedem słoni na szczęście, a w szufladzie notes.
Myślicie, że tam naszych adresów nie było?

Brakło, myślicie, książek, obrazów i płyt?
A tam pocieszająca trąbka w czarnych rękach.
Saskia z serdecznym kwiatkiem.
Rado iskra bogów.
Odys na półce w życiodajnym śnie
po trudach pieśni piątej.
Moraliści,
nazwiska wypisane złotymi zgłoskami
na pięknie grabowanych grzbietach.
Politycy tuż obok trzymali się prosto.

I nie bez wyjścia, chociażby przez drzwi,
nie bez widoków, chociażby przez okno,
wydawał sie ten pokój.
Okulary do spoglądania w dal leżały na parapecie.
Brzęczała jedna mucha, czyli żyła jeszcze.

Myślicie, że przynajmniej list wyjaśniał coś.
A jeżeli wam powiem, że listu nie było-
i tylu nas- przyjaciół, a wszyscy się pomieścili
W pustej kopercie opartej o szklankę.

środa, 10 października 2012

zgryz wspomnienia

ja rozumiem wspomnienia
sama nawet wciskam jakieś tam fotografie
w szuflady umysłu, czy co tam nami steruje,
z podpisami, że to miałam gdzieś
i że kojarzyłam to tak a tamto owak.
ja rozumiem, że myśli nie potrafią przestać
i że krążą i tłamszą się i tłumią czasem zbyt wiele.
ja nie pojmuję tylko po co, do jasnej i ciężkiej cholery
te myśli i te wspomnienia i to całe odczuwanie
znajdują epicentrum w zwykłej ludzkiej zgryzocie
i ciężkim jak kowadło przebaczeniu.

zenith 12xp, fujifilm, miłocin, sierpień 2012

poniedziałek, 8 października 2012

film


zenith 12xp, fujifilm, rzeszów, sierpień 2012


jednorazowe uczucia wciskam do tubki
żeby skleić film.
dzisiaj przez chwilę wszystko już miałam
gdybym tylko wtedy wrzuciła luz.

sobota, 6 października 2012

prawo do jazdy

to właśnie sprawia mi największą radość. ta fajka na ławce, ukradkiem wychwycony blask słońca odbity w szybie, szum opon po gładkiej nawierzchni. ten zapach, kiedy wsiadam do środka. szybkie ustawienia: fotel, lusterka, pas, silnik, ręczny, światła, bieg. zachwycam się chwilą. kierunkowskaz, dwójeczka, próg zwalniający, stop. wciąż i wciąż nie mogę się nacieszyć. zawadiackie uśmiechy, żarcik, "no i dojeżdżamy sobie do skrzyżowania i będziemy jechać w prawo". spoglądam ukradkiem to tu, to tam, kciukami delikatnie głaszczę kierownicę. czasami jeszcze sprzęgło ciut gwałtownie, więc słyszę od razu całkiem przyjaźnie, że chyba nie chcę zdać egzaminu. chyba racja. śmiejemy się z tego. ten zapach jest cudowny. spoglądam co jakiś czas kątem oka, ile to już czasu, a on pędzi jak szalony i ciągle mi za mało. przez tę jazdę jestem najszczęśliwsza. mogę mówić i mówić, pisać i pisać. kocham ten silnik, co mruczy jak kot i zapach paliwa, tak ostry i przenikliwy. i tę atmosferę wnętrza, ten spokojny ton, tę życzliwość, to rytmiczne stukanie kierunku. kiedy to się skończy to ja..............

foto: http://word.rzeszow.pl/

środa, 19 września 2012

O. O tym


O tym nie będzie wiersza. 

Nie będzie łzy, śpiewu, śmiechu, 

małego opowiadania. 

O tym tylko serce trzaśnie 

jak sucha leśna gałązka. 

~Agnieszka.O

czwartek, 30 sierpnia 2012

tęsknotę zwykłam trawić smutkiem

dopijam wodę z sokiem ze szklanki jak od babci
ubieram skarpetki na stopy zlodowaciałe
pociapię rzęsy maskarą maszkaro
i pójdę cię poszukać, choć wiem, że nie znajdę.

nie napiszę ci nic, bo jak niby mam zmieścić
w 160 znakach tę świetną przygodę
o tym jak zwiedzałam najcudowniejsze zabytki
prawie tak samo rzymskie
tyle że telewizyjne.

jem gorzką czekoladę, więc jestem zgorzkniała.
to gdy zjem ziołowego cukieraska to będę chyba na haju.



piątek, 24 sierpnia 2012

zenith 12xp, fujifilm, rzeszów, sierpień 2012

cieszy mnie to życie smutne


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

zastanawiam się, ojcowie i nauczyciele: "co to jest piekło?".
i myślę, że to jest żal, iż nie można już więcej kochać.

skoro więc obdziera się człowieka z człowieczeństwa, co więc pozostaje? 

jest rzeczą jasną, że chodzi o wyzyskanie tych sekund per fas et nefas, o napatrzenie się sobie wzajem w oczy, o przypomnienie w uśmiechach i dźwięku słów obojętnych, mórz bezdennych tęsknoty.


Fiodor.D,  Stefan.Ż (cytat niedokładny)

niedziela, 24 czerwca 2012

W-AKACJE

lubię powiekami poruszać niemo wpatrując się w bezkres błękitu i z zachwytem bezmiernym oddawać się błogości spokoju, gdy nic nie trapi i kiedy lekki smuteczek wchodzi jednym uchem a wychodzi nosem i kiedy nie baczę na nic, kiedy nie mam nic za złe i kiedy mi za złe nikt nic nie posiada. poczytać mirona, przejechać dwie kreski palcem w powietrzu, zerknąć na czajnik i rozmyślić się, bo na herbatę zbyt upalnie. zagrać bacha i chopina, osłuchać się koncertów i audycji radiowych o drugiej po północy, pochłaniać film za filmem w odstępach na papierosa i rozmyślanie. prowadzić skomplikowane analizy, snuć marzenia o podróży wszędzie i nigdzie, pojechać w końcu blisko, lecz wcale daleko. przewracać tony kartek w książkach ciekawych i tych z gatunku odkurzaczy, które absorbują tak mocno, iż wpełza się w ich świat i wyjść najzupełniej potwornie ciężko. czasami potrzeba się zasiedzieć.

piątek, 25 maja 2012

just a joke

i like it when
i can see an animal in my man
when there is madness in my eyes
and when my soul cries

i like chocolate very much
and when i do nothing but scratch
my belly and when he kisses
my sweet sweet lip when it misses

a little bird out of the nest
(don't ask me what happens next...)

środa, 9 maja 2012

Paranoid

Śniło mi się, że byłam w Disneylandzie, obudziłam się natomiast z uczuciem niebywałego smutku, brakiem chęci do działania i przeczuciem, że stanie się coś niedobrego. Próbuję oglądać jakieś filmy, ale nic mi nie podchodzi, więc czytam znowu Żulczyka, pochłaniam zdanie za zdaniem. Sobota napawa mnie uczuciem z gatunku tych, które rodzą się z radości ulecianych nagle w nicość by przeistoczyć się w złość z gatunku tych, które spowodowane są sytuacjami "chcę, to będzie AWESOME, ale nie mogę". Nie mogę się pogodzić ze sobą i właściwie sama nie wiem, co sprawia mi radość, co mnie smuci, a przez co zalewa krew. Czasami udaje mi się dojść do konkluzji całkiem satysfakcjonujących, a czasem wymyślam takie pierdoły, że aż mi wstyd. Nie wiem sama czego się po sobie spodziewać.

foto: google.pl

wtorek, 24 kwietnia 2012

ostatni łyk kawy zawsze zostaje zapomniany
chłodzi się na dnie kubka jak zmiętoszona pościel rano gdy ciało wstaje zaspane
stygnie jak namiętność, gdy powiesz, że nie przyjdziesz
rozmijam się w potrzebach z własnym sumieniem
tłamsząc wszystkie za i przeciw jak bilet w dłoni w upalny dzień
moje miasto mnie nie mieści tak jak i moja głowa, gdy nie wiem czego chcę
dzisiaj tylko wtopić się w całość
jutro tylko bezpiecznej kolei
i dopić tę kawę, co studzi się zbyt szybko przy dźwiękach fortepianu

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

don't 2lo(ve)

Boję się codziennie wstać rano i wkroczyć w ten tłum ludzi krzyczących, pędzących, bez tchu. Nie mam tam nikogo, z kim nieme rozmowy o dniach wolnych by przyszło prowadzić. Więcej, wymagają ode mnie pełnej stabilizacji w społeczeństwie, a przecież nie jest to łatwe, gdy tak ciężko otworzyć do kogoś gębę. Mówię do siebie, z godziny na godzinę prowadzę monologi wewnętrzne tworząc pewnie eposy powrotu z wojny dnia wcześniejszego. Nikt o to nie dba, a przecież są z tego same problemy. A mnie się marzy, że choć raz idę tam z prawdziwym zniecierpliwieniem. Mój dom jest oazą spokoju moralnego. Bunkrem raczej.

niedziela, 5 lutego 2012

Szeptem


zakradam się w szepty spowite nagością
bladym świtem owiane różami
i tylko na blask Twój spoglądam z radością
spokoję się dniami

mam swoją ciszę co mi komponuje
nocami potok uczucia rwącego
a po liniach papilarnych czule zaś rysuje
krwiobieg kochającego



foto: http://dreckschippe.soup.io/post/208869077/Image

wtorek, 3 stycznia 2012

Spektrum

Potrzeba chwili ciśnie na usta słowa, których grafomańska skłonność nie jest w stanie puścić płazem. Tak oto egzystuję pół dnia spędzając w hipnozie, drugie pół zaś (tuż po opuszczeniu niewdzięcznej kupy betonu łakomej na każdy aspekt kreatywności, z tą tylko potrzebą, by go zniweczyć) snując konspekty życia cudownego, acz rzeczywistego. Tonąc w objęciach Morfeusza, doznałam wizji spokojnej, przystępnej i absolutnie osiągalnej, tak więc porzucam troski i pogrążam się w błogości. Niczym niezmącone połacie mojego umysłu pochłaniają inspiracje i pomysły, synestezja przeszywa na wskroś. Każdą komórką mojego ciała daję upust emocjom i przeżyciom, ukazując swoją temperamentność. Zostawiłam ciało gdzieś na Mont Blanc, duszę uczę latać w hiperprzestrzeni. Zostawiam was wam, siebie dla Ciebie. Mazel tov.