![]() |
| foto: http://isnotcominghome.soup.io/post/195340517/Image |
Niezmierzone są żądze umysłu próbujące zapanować nad własnym obezwładnionym ciałem człowieka skorumpowanego po prostu głupotą. Mroźne powietrze smaga twarz, stanowiąc niespecjalnie przyjemny kontrast dla płuc płonących żywym ogniem, kiedy serce jak sekundnik odlicza wdechy i wydechy. Wzrost temperatury otoczenia powoduje natychmiastowy zapłon reakcji, wpędzając w ciężką do opanowania euforię, na nic się zdaje ból brzucha i usilne prośby wewnętrzne o spokój. Co dalej - to proste, nicość okropna, niemożność, nic i nie dotykaj mnie, bo dusza wyszła z ciała. Przeciwnie niż wtedy, gdy wychodzisz i zostawiasz mnie samą, zwiniętą w kłębek, z imaginacją o Tobie. Mój umysł szybuje w kosmicznej, niezmierzonej przestrzeni i jarzą się punkty maksymalne, żeby zaczepić się i nie śmignąć wprost w serce czarnej dziury. Ciemność, stara moja przyjaciółka, pomachała mi z wnętrza wyprzedzanego właśnie kosmodromu. Wyszczerzyła zęby. Odprowadziła mnie wzrokiem. Będzie chciała wrócić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz