sobota, 9 marca 2013

pachniesz mi truskawkami


Na stole leży ceratowy obrus w czerwoną kratę, na kratach różowe róże. Na różach stoi spodek, na spodku cytryna w cieniutkich plasterkach. Najważniejsze są chyba jednak te nieziemsko pachnące borówki, granatowe kuleczki w ceramicznej misce koloru ziemi. Szklankę trzymam w obu dłoniach, do połowy zapełnioną truskawkowym kompotem. Stół stoi przy oknie z wyglądem na północ, zatem w godzinach popołudniowych niewiele światła dociera do wnętrza kuchni. Mucha jednak nie miała z tym problemu. Rozcięła teraz powietrze trzepocąc skrzydełkami i bzycząc coraz to z innej części pomieszczenia. Mimo usilnych prób, wciąż nie mogłam wyrzucić z głowy tej melodii, która napełniała mnie uczuciem rozgoryczenia.
Nie byłam roztrzęsiona. Wprawdzie czułam pod skórą lęk, ale był on poza moją świadomością. Polizałam palec, aby zebrać okruszki cukru rozsypane wokół cukierniczki. (...)
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos zegara, który miarowo zaczął wybijać trzynastą. Ocknęłam się chwilowo z tego amoku, niebywałej nostalgii, która rządziła moim umysłem od wielu miesięcy. Nie znam przyczyn, z powodu których wszystko potoczyło się w ten sposób. Od zawsze owładnięta byłam uczuciami, które górowały nad zdrowym rozsądkiem. Myślałam sercem, dlatego szczerość przedkładałam nade wszystko inne. I szczerość ta zrujnowała to, na czym zależało mi najbardziej.
Trudność w odróżnieniu rzeczywistości od wyobrażeń zawsze uwarunkowana była stopniem zaangażowania w sprawę. W moim przypadku były to dwie sytuacje, obie tak samo absurdalne i obie tak mocno zajmujące mój umysł. (...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz