poniedziałek, 20 czerwca 2011

Baletki kokietki

Baletki kokietki miarowo zagłębiały się w świeżej trawie, jedna za drugą. Najpierw prawa, później lewa, na zmianę. Mięśnie bladych łydek spinały się i rozluźniały, regularnie, według rytmu serca. Tuż nad kolanem, za linią białego materiału znikały maki, gdyby popatrzeć w górę, można by zauważyć, że ustawiły się w dość chaotycznej kolejce, przykrywając ciało aż po linię obojczyków. Ręce tylko pozostały wolne, gibając się na prawo i lewo. Różane policzki muskał wiatr, rozwiewał burzę włosów, aż gdzieś tam zaplątał promień słońca. Rześkie powietrze smagało twarz, oddech równy, głęboki. Milczące oczy spojrzały w dal - jeszcze kawałek, jeszcze troszeczkę. Trzasnęły wargi, uszy poczuły pulsującą w skroniach krew. Udało się. Kokietka zatrzymała się, nerwowym ruchem poprawiła niesforny kosmyk, strzepnęła kilka maków i weszła. Podeszła. Usiadła. Zaczęła grać.

canon powershot sx110 is, rzeszów, czerwiec 2011




1 komentarz:

  1. Będzie to dźwięk tak cichy, że sam nie usłyszę.
    Będzie to dźwięk kobiecy na nucie najwyższej.

    OdpowiedzUsuń