poniedziałek, 2 kwietnia 2012

don't 2lo(ve)

Boję się codziennie wstać rano i wkroczyć w ten tłum ludzi krzyczących, pędzących, bez tchu. Nie mam tam nikogo, z kim nieme rozmowy o dniach wolnych by przyszło prowadzić. Więcej, wymagają ode mnie pełnej stabilizacji w społeczeństwie, a przecież nie jest to łatwe, gdy tak ciężko otworzyć do kogoś gębę. Mówię do siebie, z godziny na godzinę prowadzę monologi wewnętrzne tworząc pewnie eposy powrotu z wojny dnia wcześniejszego. Nikt o to nie dba, a przecież są z tego same problemy. A mnie się marzy, że choć raz idę tam z prawdziwym zniecierpliwieniem. Mój dom jest oazą spokoju moralnego. Bunkrem raczej.

2 komentarze:

  1. Bunkrem Sztuki. takim jak ten krakowski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli rzeczywiście nasza rzeczywistość jest na tyle pokrewna,na ile wydaje mi się taka być, to wyczuwam schopenhaueryzm- sztuka schronem dekadentów, mylę się? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń