sobota, 15 czerwca 2013

i zatrzymał się czas na tę chwilę, w której uzmysłowiłam sobie, że w głębi duszy wiedziałam, że tak będzie i nie potrafiłam nawet się wzruszyć, zapłakać, a tylko jak głupia katarynka powtarzać sobie "jeszcze, może, to, nie, koniec, może, jeszcze, niedługo, nie". nic we mnie nie pękło, świat się nie skończył, zlękłam się jedynie spojrzenia w lustro, bo wiedziałam, że zobaczę ją tam, kroczącą tuż za mną przez całe życie - samotność.

2 komentarze:

  1. ja dziś przeczytałam "dziękuję ci przyjaciółko". od opowiadaniowego pana V. po tym jak napisałam mu życzenia (myśl końcowa opowiadania), które on skierował do mnie kilka lat temu. i poczułam się jak kat wobec swojej własnej duszy. po co to zrobiłam? w głębi siebie myślę, że to nie koniec. chociaż tak.

    OdpowiedzUsuń
  2. PS: samotność jest fajna, jeśli nie jest wszechobecna i trwała.

    OdpowiedzUsuń