sobota, 23 listopada 2013

215

można tak siedzieć godzinami, miętosząc w palcach te kilka słów, które by się chciało powiedzieć, przewijając w myślach te setki chwil, które by się chciało wpleść w rzeczywistość, niepostrzeżenie i cichutko. można tak siedzieć godzinami, wysłuchując zbliżających się kroków na korytarzu i wyczekując głosu, którego kropka na końcu zdania wybrzmiewa na fis. wtedy pojawia się świadomość, że to wyobrażenie faktycznie egzystuje w czasoprzestrzeni i w wyniku kilku całkiem niepojętych przypadków może stać się realne.
idzie zima. powietrze tak mroźne głaszcze rękę wystawioną spod ciepłej pościeli o siódmej rano i prowokuje te zachłannie skrywane pragnienia bliskości czyjegoś ciepła. chciałoby się, żeby wraz ze śniegiem spadła na świat oczywistość, żebyś nagle wyszedł z pokoju i wiedział, że dzisiaj nie chcesz siedzieć sam.
zima zawsze paradoksalnie kojarzyła mi się z miłością, z ciepłem, serdecznością i migoczącymi kolorami.
te spotkania są najmilsze, kiedy się idzie szybkim krokiem bez słowa po skrzypiącym śniegu, wypuszczając tylko raz po razie mroźne obłoczki z ust, kątem oka łapiąc migotliwe punkciki śnieżynek, kiedy się ogrzewa wzajemnie czerwone z zimna dłonie, a później wchodzi do zalanego ciepłem domu i pije gorącą herbatę, pozwalając, żeby całe to ciepło rozlewało się po ciałach. można się bezczelnie zasiedzieć i bez wyrzutów sumienia wpatrywać w widok za oknem i zasłuchać w tej ciszy tkanej obopólnym milczeniem.
przecież to takie łatwe, a tak trudno zrobić krok.

1 komentarz:

  1. dawno tu nie byłam.
    zima przyszła. śpiewam hymn samotności.
    (tyle, że samotność w ogóle nie jest romantyczna, tylko cholernie prozaiczna).

    OdpowiedzUsuń