sobota, 29 stycznia 2022

grudzien.27.20

wyobraź sobie krajobraz.
piękny ale przeraźliwie zimny norweski krajobraz.
i drogę, która ciągnie się przez niego. z perfekcyjnie szklącymi się gwiazdami na niebie powyżej.

jest ciemno, jest zimno i jest cholernie niebezpiecznie. wszystko może się zdarzyć.

w oddali widać dom. malutki, przytulny domek ze skrzącym się światłem dochodzącym z wewnątrz.

idziesz. idziesz, idziesz i droga wydaje się nieskończona. 
ta droga jest nieskończona. 

za każdym razem gdy wyciągasz rękę, wyczuwasz namacalnie tę przestrzeń między tobą a ciepłem domu który widzisz przed sobą. czujesz, że nie zdołasz go poczuć.

to rodzaj bólu, który pieczętuje się w twoich opuszkach palców. cierniami wbijający się w twoje zimne serce. 

i za każdym razem, kiedy wydaje ci się że zdołasz dotrzeć do źródła światła, okna domu zamykają się głuchą czernią. w końcu wchodzisz do jednego z nich, w przeraźliwym zimnie. w najgorszej ślepocie ciemności. rozglądasz się wokół siebie nie znajdując nic. czysta pustka łapie cię za gardło, dusząc myślą o każdym ciepłym domu, który miałeś. jeden z jednym. zamykasz za sobą drzwi, tak jak zamykasz samego siebie w klatce nadziei, że następnym razem się uda i rozpuścisz swój wewnętrzny lód. i kiedy udaje ci się odejść, klucz do domu pojawia się w kieszeni twojego umysłu. 

tak ciężki do noszenia. tak ciężki do zniesienia. 


poniedziałek, 20 listopada 2017

listopad.20.17

nie umiem już nic o sobie powiedzieć, pozamykałam wszystkie szuflady, wszystkie bramy.
zresztą
jak to jest opisywać swoje uczucia albo
jak można opisać wszystkie te uczucia, które się czasem
ma lub miewa czuje albo wyobraża

można być szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie to naprawdę jest możliwe.
zmienić tzw. tożsamość i stać się kompletnie kimś innym
.
dorośleć może.
może to chodzi o wybory.
doprowadzenie siebie do jakiegoś momentu w życiu
chwili obecnej sytuacji.

chyba się nie da wszystkiego wymazać

poniedziałek, 1 lutego 2016

Było gorące południe,
stałam na środku ulicy i podciągałam złotą suknię
dalej puściłam się biegiem tam, gdzie oślepiało słońce
brokat przygasł na mej twarzy, gdy schowałam się za rogiem
poprawiłam drogie tiule i ruszyłam pędem dalej
tak jak matka mnie uczyła, gdzie mieszkają wszyscy biali
to tych białych chciałam dopaść, wyciągałam do nich ręce
kiedy nagły powiew wiatru wbił się prosto w moje serce.
Ktoś pociągnął mnie za ramię, pomógł pokonać bariery
banda kumpli tych, co zawsze mają za dobre maniery
dalej razem podążaliśmy grząską i zawiłą drogą
by osiągnąć to co tylko najsilniejsi z silnych mogą.
Drogi tato, bardzo chciałabym teraz cię tylko powiadomić
że starałam się jak mogłam żeby swoje fatum zmienić
Dałeś mi sekretny kluczyk wtedy kiedy byłam mała
który był wynikiem trudu dziecka swego wychowania
Wiesz, dotarłam do tej bramy, którą otworzyłam dumnie
myśląc, że w tym całym życiu nic nie może być już trudniej.
I stanęłam teraz w gąszczu zamazanych drogowskazów
w labiryncie tam, gdzie trzeba słuchać rozumu rozkazów.
Lewą stronę obierając przeszłam może trzy przecznice
omijając długim łukiem szmaty, dziwki i dziewice
nie słuchając rad pobieżnych swoje wygłaszałam racje
by przemierzyć przepotężne życia kolejowe trakcje
nagle coś mnie zatrzymało, to mój rozum podpowiedział
że zostałam całkiem sama, że nikt o mnie tu nie wiedział
Zamiast skręcić w którąś z ulic, którą?, wszystkie takie same
to zastygłam jak słup soli i nie wiedziałam co dalej
wtedy zobaczyłam rękę, ciepłą dłoń w przód wyciągniętą
kogoś, kto by mnie chciał szybko przeprowadzić przez to piekło
rozglądnęłam się na boki, moich kumpli już nie było
więc podjęłam złą decyzję, by zaufać ciemnym siłom
powiedziała mi ta postać, która mnie wyprowadzała
żebym nigdy w swoim życiu już niczego się nie bała
pięknym statkiem mieliśmy wyruszyć w najwspanialszy rejs
but with all that could have happened he put a gun to my face!
Już nie byłam taka sama, coś się we mnie pozmieniało
piękne słowa, dobre myśli, wszystko w głowie wypłowiało
Pękła skała, którą byłam, nieśmiertelna wręcz opoka
i porażka, jak drobina, wpadła wprost do mego oka.
I tam rosła i pęczniała karmiąc się moim uczuciem
moim żalem, moim bólem i nieustającym wstydem.
Mały kamyk przeobraził się w płynącą okrucieństwem magmę
która spływając do trzewi podziałała niczym bagnet.
Padłam na bruk, na kolana, czując jak duszący kurz
masakrował moje płuca powodując mięśni skurcz.
Krwawe zwierzę w mojej klatce chciało dostać się na zewnątrz
chciało wziąć mnie pod swe stery, kontrolować mą niepewność
Resztką siły szłam na oślep chciałam złapać się krawędzi
lecz poczułam ostry ból, patrzę, ciernie w mojej pięści.
Sztorm i chaos, a po niebie czarne szybują trygony
i próbują zerwać taflę oceanu poprzez swoje szpony.
Chciałam dostać się do statku, do holendra, który fruwa
żeby dowiódł mnie do celu, gdzie mieszka tania burżua
Doczołgałam się do klifu, do urwiska pamiętnego
czując jak we mnie urasta coś prawdziwie przeklętego.
Stałam na skraju przepaści ogłuszały mnie wołania
tych potworów, co noszą stargane myślami przebrania
Popatrzyłam na mych kumpli którzy czekali już w niebie
na ich przenajświętsze skrzydła, które tak chciałam dla siebie
czując jak z mych ust wypływa czarnej mazi ciepła strużka
poleciałam w dół, do wody, niczym potargana bluzka
I z mych oczu wpółotwartych jeszcze poleciały iskry
przygaszone w strachu i otchłani marnej zgnilizny.

wtorek, 19 stycznia 2016

miotam się pomiędzy stanem "zasługujesz na wszystko co najlepsze" a "zasługujesz na każde zło świata". no idea what will happen next with my life. feeling like i'm going 100 mistakes per hour

wtorek, 27 października 2015

That girl is gone. That girl died that night.

poniedziałek, 19 października 2015

leaves of grass

nothing is ever really lost, or can be lost,
no birth, identity, form - no object of the world.
nor life, nor force, nor any visible thing;
appearance must not foil, nor shifted sphere confuse thy brain.
ample are time and space - ample the fields of nature
the body, sluggish, aged, cold - the embers left from earlier fires
the light in the eye grown dim, shall duly flame again;
the sun now low in the west rises for mornings and for noons continual;
to frozen clods ever the spring's invisible law returns,
with grass and flowers and summer fruits and corn.

~walt.w

niedziela, 4 października 2015

when you have a gun pointed at you
what's the difference
there's no fear no emotions
you're just left in a sort of limbo
waiting for it to come


czwartek, 30 lipca 2015

uczę się być szczęśliwą

środa, 8 lipca 2015

plan for today and for always - start ignoring yourself

sobota, 4 lipca 2015

północ, policjant, Ostrawa

wtorek, 23 czerwca 2015

there are those waves, that define my life. the waves that bring me a certain kind of pain and just one thought. i remember being a kid, stammering among tears a simple sentence over and over again.
now those words can't get through my mouth. now everything i want is not being myself.

sobota, 6 czerwca 2015

(…) było mi już wszystko jedno, a może byłem nawet dalej: już poza rozpaczą i już poza gniewem. Ludzie nie wiedzą naprawdę, ile obojętności jest w nich i jak bardzo obojętne może się wszystko stać pewnego dnia; i dobrze, że nie wiedzą.


marek.h

piątek, 29 maja 2015

C9H13N

ZBLIŻAM SIĘ. CIĘŻKIE KROKI I OŚLEPIAJĄCE ŚWIATŁO. SŁYSZĘ WODOSPAD. CHCĘ UCHWYCIĆ TE MYŚLI, ONE TONĄ, ONE TOPIĄ SIĘ. ODCZUWAM WIELKI PRZEPŁYW PRĄDÓW EMOCJONALNYCH. ZNIECZULENIE. W KOŃCU. POWOLNE UKOJENIE. ROZPADŁE PRZEZNACZENIE. NIECH TEN WSZECHŚWIAT SIĘ WYWRÓCI. NIECH NAS WCIĄGNIE CZARNA DZIURA, ZMIAŻDŻY KWARKI NASZYCH NIEPOWODZEŃ. SNY, KTÓRE ŚNIŁAM BĘDĄ ŚCIGAĆ MNIE DO GROBU. JAK SIĘ TO CZUJE, TĘ FALĘ STALI, UFORMOWANĄ PRZEZ DOKONANE WYBORY, KTÓRA OBLEWA SERCE, TWORZY MU KULOODPORNĄ SKORUPĘ? CZY TO TAK, JAK KIEDY DRYFUJESZ PO ILUZJI HIPERREALNOŚCI?

czwartek, 28 maja 2015

in vain

w nic już nie wierzę.
zabijam każdy kolejny dzień, skracam go do granic możliwości, zapycham jak gębę kneblem dziury czasowe. często mi mdło. jestem dla innych emocjonalnie niedostępna. słyszę, co się do mnie mówi, reaguję, odpowiadam. nie angażuję się. mniej myślę o końcu, za to zbyt wiele o trwaniu. na nic nie czekam, może tylko na powrót do domu po upierdalającym dniu. a tam kot. mruczy i macha spokojnie ogonkiem. on jeden cieszy się, że jestem. ja sama się nie cieszę.
moje życie jest pasmem nieustannych porażek. żadna chęć zmiany, zapał, ni usilne starania nie są w stanie zmienić toku rzeczy. tak już jest. jestem nikim. nic, co robię nie ma wpływu na to gówno, które ciągle leje się na mnie strumieniami. nie ma we mnie nic. jestem atrapą, wewnątrz której toczy się wojna domowa zamieszkujących w niej potworów. 
nie zasługuję na cokolwiek dobrego. jestem beznadziejnym tworem, którego inteligencja zezwala co najwyżej na czyszczenie cudzych kibli. jakie studia. co mi się wydawało.
potrzebuję odpocząć od samej siebie, od tego wszystkiego, z czym nie daję sobie rady, z całym tym o dupę rozbić życiem. jaki jest sens walczyć, kiedy nieustannie się cofam. jaki jest sens dawać z siebie wszystko, kiedy nowe perspektywy przynoszą jedynie kolejny cios, kolejną rozpacz, kolejne rozwarstwienie.
nic tu u mnie nie działa prawidłowo. 
dobrze, że nikt nie dzieli ze mną tych bezsennych nocy i nie widzi, jak się rozpadam. ja sama nie widzę tych sztyletów, a przecież je czuję, jak raz po raz mnie dźgają. więc czemu wciąż jestem. więc czemu wciąż się staram. na próżno. 
jestem intelektualnym niedorozwojem, zagubionym w stosie własnych bredni. tak łatwo mnie oszukać.

poniedziałek, 2 marca 2015

my funny valentine

przepraszam, że piszę
nie chcę przeszkadzać
zastanawiam się tylko
jak ci bije moje serce

my funny valentine

wtorek, 10 lutego 2015

m.a.

in deepest hollow of our minds
a system failure
you left
behind their necks
crane
as they turn to pray
for rain

niedziela, 16 listopada 2014

newborn

Katowice 2014, zenith 12xp

słowa zamierają na mych ustach
szczypią gryzą drapią
zmęczone to serce, co rozbija kryształ lodu wewnątrz mnie
żyję
ja czuję, myślę, oddycham
pragnę i dążę do celu
i wychodzę zza mgły
jak księżyc nocą
lśnię

piątek, 7 listopada 2014

rabbit

Nie stój nad mym grobem i nie roń łez. 
Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też. 

Jestem tysiącem wiatrów dmących. 
Jestem diamentowym błyskiem na śniegu lśniącym. 
Jestem na skoszonym zbożu światłem promiennym. 
Jestem przyjemnym deszczem jesiennym. 

Kiedy tyś w porannej ciszy zbudzony, 
Jestem ruchem - szybkim, wznoszonym, 
Ptaków cichych w locie krążących. 
Jestem łagodnym gwiazd blaskiem nocnym. 

Nie stój nad mym grobem i nie roń łez. 
Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też. 
Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo.
Nie ma mnie tam. Ja nie umarłam

Mary.F





do widzenia, do zobaczenia. dziękuję Ci za wszystko.

wtorek, 28 października 2014

wtorek

once I told you about my eyes
turning grey when I'm in sorrow

today
my iris surrounding the pupil
is just pale
almost transparent
soon to be white

sobota, 11 października 2014

H1



nie znam odpowiedzi na żadne z tych pytań, które sama sobie stawiam.