piątek, 8 kwietnia 2011

Senna mara

Czasem spotykam swoje sny, tworzymy niebezpieczne związki. Najpierw jest morderstwo, czysto hipotetyczne, acz z krwią na rękach. Nie umywam się. Odkrywam dzięki tajemnicom ruiny świątyni, nie mogę otworzyć drzwi, ni drgnie zamek niewypowiedzianych żalów. Pojawiasz się Ty, otwierasz drzwi i nie wiem, co jest w środku, bo sen się obraził i uciekł gdzie rośnie pieprz. Kolejnym razem nie ma już Ciebie, szamotam się więc sama ze sobą a sen karmi mnie przemocą. Rozrywa od środka, uwalnia we mnie bestię, wypuszcza ją w mroczną, ciemną noc prosto do miasta. Pogwałca moralność z premedytacją. Budzę się w spazmach, sama, przestraszona. Nie, nie rób tego, nie. A jednak, powracasz, tylko na chwilę. Na barana mnie niesiesz przez zielone lasy, uśmiechasz się i znikasz. Próżno mi Cię szukać, jak kot chadzasz własnymi ścieżkami. Mój skarb chowasz w swoim plecaku, migoce z ukrycia. Zuzzzuuuzuzasuwasz zameczek i odchodzisz, zabierając siebie ze sobą.

1 komentarz: